O aresztowanie 22-letniej Katarzyny W. wnioskowała katowicka prokuratura okręgowa, argumentując to m.in. koniecznością zabezpieczenia prawidłowego toku postępowania. W sobotę późnym wieczorem sąd przychylił się do wniosku śledczych. Główną przesłanką zastosowania wobec podejrzanej tymczasowego aresztu była obawa matactwa.
Sąd na dwa miesiące aresztował matkę Madzi.
Policja odnalazła w Sosnowcu ciało dziecka. Miejsce ukrycia ciała wskazała policjantom matka. Miejsce to nie znajdowało się na terenie, który wcześniej wskazywała Katarzyna W. detektywowi Krzysztofowi Rutkowskiemu. Ciało Madzi leżało przykryte kamieniami i gruzem w ruinie starego budynku przy trakcji PKP na ul. Żeromskiego w Sosnowcu.
Przyczyny śmierci dziecka wyjaśni sekcja zwłok. Sekcja zostanie przeprowadzona w poniedziałek, gdy ciało dziewczynki wróci do odpowiedniej temperatury. Matka Madzi przebywa w policyjnej izbie zatrzymań. W dacie zarzuconego jej czynu była poczytalna - uznali biegli psychiatrzy. W czasie przesłuchania przyznała się do czynu. Grozi jej kara więzienia od 3 do 5 lat.
Informację o odnalezieniu zwłok przekazał tuż przed północą detektyw Krzysztof Rutkowski, który kilka dni temu zaangażował się w poszukiwanie dziecka. Miejsce wskazała 22-letnia matka dziecka.
Znaleźliśmy ciało. Leżało pod drzewem w pobliżu Czarnej Przemszy, przy ulicy Ceglanej - mówił "Gazecie Wyborczej" Rutkowski. Z wyjaśnień, jakich udzieliła mu matka wynika, że Madzia zmarła w wyniku nieszczęśliwego wypadku, do jakiego doszło w domu. Dziecko miało wypaść matce z rąk i uderzyć głową o próg - mówi detektyw. Kobieta tłumaczyła, że Madzia wypadła jej z rąk, bo kocyk był śliski. Kiedy uderzyła o próg główka dziecka miała być bezwładna, a usta sine. Spanikowana kobieta nie wiedziała co robić, włożyła ciało córki do wózka i pojechała nad rzekę. Postanowiła upozorować porwanie.
Rutkowski mówi, że matka poprosiła go o spotkanie w cztery oczy i do wszystkiego się przyznała. Zdaniem detektywa była w głębokim szoku, nikomu nie powiedziała co się naprawdę stało, nawet ojcu dziecka. Podczas rozmowy płakała.
Według nieoficjalnych informacji, policjanci powiadomieni przez detektywa Rutkowskiego znaleźli na miejscu pakunek. Nie potwierdzali ostatecznie, że są w nim zwłoki dziecka. Po północy trwały oględziny miejsca, wskazanego przez ludzi detektywa.
Matka Magdy twierdziła, że została napadnięta, a dziecko uprowadzono z wózka. Policja sprawdzała tę wersję na równi z innymi hipotezami.
Rutkowski zapewnia, że według jego ustaleń ojciec Madzi, Bartłomiej Waśniewski (23 l.) nie wiedział, że jego córka nie żyje i że to żona przyczyniła się do śmierci maleństwa. Jednak gdy podczas badania wykrywaczem kłamstw detektyw zapytał go czy podejrzewa, że żona mogła mieć coś wspólnego ze zniknięciem Magdy, udzielił odpowiedzi twierdzącej.
Slynny jasnowidz z Człuchowa, Krzysztof Jackowski także chciał włączyć się w poszukiwania. Rodzina zaginionej Madzi nie skorzystała z jego pomocy. Dziadek dziecka umówił się z nim na spotkanie, ale nie przyjechał.
Tuż przed godz. 2 w nocy Adam Jachimczak z biura prasowego śląskiej policji ogłosił: we wskazanym przez matkę i detektywa Rutkowskiego miejscu nie ma zwłok dziecka. Rano policja dokładnie przeszuka teren. Nie zrobiono tego w nocy, bo teren nad rzeką jest gęsto porośnięty i ciemny, a temperatura sięgała minus 18 stopni. Teren został zabezpieczony. Po godz. 3 policja poinformowała, że na miejsce jedzie pies tropiący z Bielska-Białej. Matka nie jest na razie przesłuchiwana. Nie pozwala na to jej stan psychiczny.
Policyjny pies nie podjął tropu. Teren został ogrodzony, jest pilnowany. Jak tylko zrobi się wystarczająco jasno, czyli około godz. 8-9 ruszą dalsze poszukiwania zwłok - mówi Jachimczak. Dodaje, że policjanci mają nadzieję że stan matki Magdy będzie na tyle dobry, że będzie ją można przesłuchać. Być może będzie w stanie powiedzieć, gdzie dokładnie zostawiła dziecko.
Ojciec Magdy został już przesłuchany. Policja, ze względu na dobro śledztwa, nie informuje o przebiegu przesłuchania.
Policja szuka ciała
Od godz. 8 rano 30 policjantów z Komendy Wojewódzkiej Policji i z Sosnowca przeszukuje teren. Ponownie w akcji będzie użyty pies tropiący.
Matka znajduje się w komendzie wojewódzkiej policji. Jest zatrzymana. W tej chwili jest bowiem podejrzewana o dokonanie czynu, do którego miała się przyznać detektywowi Rutkowskiemu.
Pakunek okazał się zwiniętą kurtką.
Na forach internetowych pojawiają się spekulacje, że skoro policja nie znalazła ciała we wskazanym przez matkę miejscu, to może dziecko żyje, tylko zostało sprzedane.
Czy to możliwe, że ojciec nie był wtajemniczony w sprawę? Niczego się nie domyślał?
"Mógł nie wiedzieć, mógł też umyć ręce. Moim zdaniem to, co teraz wiadomo, to tylko wierzchołek góry lodowej i żeby wszystko wyjaśnić, trzeba by dogłębnie przyjrzeć się relacjom panującym w rodzinie przed wypadkiem. To delikatny, złożony problem i trudno ferować wyroki. Łatwo zlinczować kobietę, ale lepiej spróbować zrozumieć, gdzie tkwi przyczyna jej zachowania. Matkę Madzi powinni przede wszystkim zbadać psychiatrzy i psychologowie" psycholog prof. Katarzyna Popiołek
Według Rutkowskiego Katarzyna sfingowała napad, którego miała być ofiarą. Do tego nie mogło bowiem dojść w wersji, jaką początkowo przedstawiła z kilku przyczyn.
Przede wszystkim kobieta po tym, jak ocknęła się po rzekomym uderzeniu przez napastnika w głowę, "wszystko pamiętała", a "nie można pamiętać czegoś, co sie zdarzyło tuż przed uderzeniem".
Rutkowski wyjaśnił też, że - w jego opinii - zdecydowała się na symulowanie napadu "w ostatnim miejscu, w jakim nikt jej nie widział", między dwoma blokami, gdy szła do swojej mamy na umówioną wcześniej wizytę.
Do sfingowania napadu wykorzystała przejście między blokami. Upadła na twarz, a zbicie tylnej części czaszki było wynikiem uderzenia z rozmysłem w płytę chodnikową . Rutkowski uznał, że to okoliczności dotyczące tego zdarzenia naprowadziły go na myślenie o "wariancie piątym", co oznaczało udział któregoś z członków rodziny w popełnieniu zbrodni - z jasnym wskazaniem na matkę.


